piątek, 29 listopada 2013
sobota, 23 listopada 2013
Taka sytuacja
Dziś. Chwilka po 6 rano. Budzę się. Próbuję przypomnieć sobie czy w nocy karmiłam Zośkę. Myślę... myślę... i dochodzę do wniosku, że nie. Sprawdzam, czy dziecię dycha. Dycha. Więc idę siusiu. Wracam. Kładę się pod kołderkę a tu mąż się budzi. I taki oto dialog się między nami nawiązał:
piątek, 22 listopada 2013
Top secret!
Zostałam nominowana do zabawy przez NIE-ANIELICA. Przedstawiam więc 7 informacji z mojego życia, których jeszcze Wam nie opisywałam. Zresztą mało o sobie piszę, więc było w czym wybierać.
piątek, 15 listopada 2013
Spotkanie na szczycie, czyli jak zrobić coś z niczego.
Tym razem krótki post pseudokucharski. Przygotowanie poniższych specjałów zajęło aż 1,5 godz, gdyż w między czasie trzeba było zająć się Małą. Jednak nie czas tu gra główną rolę a cena, gdyż na zakup potrzebnych artykułów wydano ok. 20 zł (na 8 osób)
Kolorowa sałatka
Składniki:
-1/2 opakowania mix sałat z rukolą
-3 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
- 30 dkg żółtego sera
- 2 łyż oliwy
- sól, pieprz
Sałatka z tortellini
Składniki:
-1/2 opakowania tortellini z mięsem
-3 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
-20 dkg szynki konserwowej
-3 łyż śmietany
-pęczek koperku
-sól, pieprz

Pomidory z mozzarellą
Składniki:
-2 pomidory
-ser mozzarella
-saszetka sosu z ziołami
-2 łyż oliwy
-2 liście sałaty do dekoracji

Zdrowy półmisek
Składniki:
-2 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
-cebula
-sól, pieprz
-2 liście sałaty do dekoracji
Składniki:
-1/2 opakowania mix sałat z rukolą
-3 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
- 30 dkg żółtego sera
- 2 łyż oliwy
- sól, pieprz
Sałatka z tortellini
Składniki:
-1/2 opakowania tortellini z mięsem
-3 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
-20 dkg szynki konserwowej
-3 łyż śmietany
-pęczek koperku
-sól, pieprz
Pomidory z mozzarellą
Składniki:
-2 pomidory
-ser mozzarella
-saszetka sosu z ziołami
-2 łyż oliwy
-2 liście sałaty do dekoracji
Zdrowy półmisek
Składniki:
-2 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
-cebula
-sól, pieprz
-2 liście sałaty do dekoracji
środa, 13 listopada 2013
odzośkowienie
Wczorajszy dzień miło spędziłam "na mieście" z Moimi Kochanymi. Może i wyrodna ze mnie matka ale od czasu do czasu trzeba odpocząć oraz zadbać o własne samopoczucie i rozwój. To przecież też odbija się na dziecku, bo jak mama najedzona (oj pyszny był ten naleśniczek) i wypoczęta to i Zośka szczęśliwsza. A tatuś na wysokości zadania stanął, więc mamusia może takie wypady mieć częściej. :)wtorek, 5 listopada 2013
Cmentarz Starofarny w Bydgoszczy
Listopad większości z nas kojarzy się z nawiedzaniem grobów najbliższych. Chcąc zachować klimat przedstawiam kilka fotografii z Cmentarza Starofarnego, czyli najstarszego katolickiego cmentarza w Bydgoszczy.
czwartek, 31 października 2013
Chrzest Święty
środa, 16 października 2013
Bo Zośka ewoluowała z noworodka na niemowlaka...
Z racji mojej małej "rocznicy", a w sumie to "miesięcznicy" mama pozwoliła mi siąść do komputera i samej napisać ten wpis, który i tak o mnie miał być. A przecież nikt nie wie tyle o mnie co ja sama. Zapraszam więc do czytania. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.
poniedziałek, 30 września 2013
piątek, 20 września 2013
Nasz (nie) maleńki cud
Po lekkim dojściu do siebie mogę przedstawić światu moje, a w sumie to moje i męża, największe jak do tej pory życiowe osiągnięcie... oto Zosia.
Dane:
Data urodzenia: 16.09.2013 r. o godz. 8:55.
Waga: 4200 g.
Długość ciała: 61 cm.
Punktów: 9 (-1 za barwę skóry).
No i główka pełna ciemnych włosków :)
Największe dziecko na oddziale i zarazem najspokojniejsze na sali. Pozostałe mamusie zazdrościły. Ale po szpitalnym odpoczynku, już dziś w nocy w domku, troszkę pokrzyczała sobie nie dając spać rodzicom :)
Jeśli chodzi o pobyt w szpitalu to najgorsze były te dni oczekiwania na patologi ciąży. Tak sobie tam tylko leżałam od piątku pilnując diety, robiąc pomiary cukrów i się w sumie nudząc. Rano w poniedziałek założyli mi welflonik, cewnik i zaprowadzili na salę operacyjną. Najbardziej bałam się znieczulenia, bo w kręgosłup a wiadomo jakie mogą być skutki. No ale na szczęście anestezjolodzy okazali się bardzo kompetentni i życzliwi. O wszystkim co się działo opowiadali. Poczułam tylko ukłucie a potem takie zimno. Małą wydobyto dosyć szybko, dłużej trwało zszywanie. Zawieziono mnie na salę pooperacyjną i tam zaczęła się lekka męka, bo musiałam 6 godz na wznak leżeć. Od pasa w dół nie czułam nic. A jak zaczęło schodzić znieczulenie to takie drgawki mnie ogarnęły, że aż zębami zgrzytałam. Ale już wieczorem kazano mi siedzieć. Brzuch rwał ale trzeba było, bo im szybciej tym lepiej. A następnego dnia z rana, z braku miejsc, musiałam się podnieść i zmienić salę pobytu. Oj to dopiero bolało. No ale mała była już ze mną non stop i to była mobilizacja, żeby się rozruszać. Teraz już jest o niebo lepiej, choć pewnie do pełnej aktywności (i chodzenia po górach) jeszcze mi daleko.
Dane:
Data urodzenia: 16.09.2013 r. o godz. 8:55.
Waga: 4200 g.
Długość ciała: 61 cm.
Punktów: 9 (-1 za barwę skóry).
No i główka pełna ciemnych włosków :)
Największe dziecko na oddziale i zarazem najspokojniejsze na sali. Pozostałe mamusie zazdrościły. Ale po szpitalnym odpoczynku, już dziś w nocy w domku, troszkę pokrzyczała sobie nie dając spać rodzicom :)
Jeśli chodzi o pobyt w szpitalu to najgorsze były te dni oczekiwania na patologi ciąży. Tak sobie tam tylko leżałam od piątku pilnując diety, robiąc pomiary cukrów i się w sumie nudząc. Rano w poniedziałek założyli mi welflonik, cewnik i zaprowadzili na salę operacyjną. Najbardziej bałam się znieczulenia, bo w kręgosłup a wiadomo jakie mogą być skutki. No ale na szczęście anestezjolodzy okazali się bardzo kompetentni i życzliwi. O wszystkim co się działo opowiadali. Poczułam tylko ukłucie a potem takie zimno. Małą wydobyto dosyć szybko, dłużej trwało zszywanie. Zawieziono mnie na salę pooperacyjną i tam zaczęła się lekka męka, bo musiałam 6 godz na wznak leżeć. Od pasa w dół nie czułam nic. A jak zaczęło schodzić znieczulenie to takie drgawki mnie ogarnęły, że aż zębami zgrzytałam. Ale już wieczorem kazano mi siedzieć. Brzuch rwał ale trzeba było, bo im szybciej tym lepiej. A następnego dnia z rana, z braku miejsc, musiałam się podnieść i zmienić salę pobytu. Oj to dopiero bolało. No ale mała była już ze mną non stop i to była mobilizacja, żeby się rozruszać. Teraz już jest o niebo lepiej, choć pewnie do pełnej aktywności (i chodzenia po górach) jeszcze mi daleko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




