Świat widziany moim okiem

sobota, 23 listopada 2013

Taka sytuacja

Dziś. Chwilka po 6 rano. Budzę się. Próbuję przypomnieć sobie czy w nocy karmiłam Zośkę. Myślę... myślę... i dochodzę do wniosku, że nie. Sprawdzam, czy dziecię dycha. Dycha. Więc idę siusiu. Wracam. Kładę się pod kołderkę a tu mąż się budzi. I taki oto dialog się między nami nawiązał:

piątek, 22 listopada 2013

Top secret!

Zostałam nominowana do zabawy przez NIE-ANIELICA. Przedstawiam więc 7 informacji z mojego życia, których jeszcze Wam nie opisywałam. Zresztą mało o sobie piszę, więc było w czym wybierać.

piątek, 15 listopada 2013

Spotkanie na szczycie, czyli jak zrobić coś z niczego.

Tym razem krótki post pseudokucharski. Przygotowanie poniższych specjałów zajęło aż 1,5 godz, gdyż w między czasie trzeba było zająć się Małą. Jednak nie czas tu gra główną rolę a cena, gdyż na zakup potrzebnych artykułów wydano ok. 20 zł (na 8 osób)

Kolorowa sałatka

Składniki:
-1/2 opakowania mix sałat z rukolą
-3 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
- 30 dkg żółtego sera
- 2 łyż oliwy
- sól, pieprz


Sałatka z tortellini

Składniki:
-1/2 opakowania tortellini z mięsem
-3 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
-20 dkg szynki konserwowej
-3 łyż śmietany
-pęczek koperku
-sól, pieprz








Pomidory z mozzarellą


Składniki:
-2 pomidory
-ser mozzarella
-saszetka sosu z ziołami
-2 łyż oliwy
-2 liście sałaty do dekoracji





Zdrowy półmisek

Składniki:
-2 pomidory
-1/3 zielonego ogórka
-cebula
-sól, pieprz
-2 liście sałaty do dekoracji


środa, 13 listopada 2013

odzośkowienie

Wczorajszy dzień miło spędziłam "na mieście" z Moimi Kochanymi. Może i wyrodna ze mnie matka ale od czasu do czasu trzeba odpocząć oraz zadbać o własne samopoczucie i rozwój. To przecież też odbija się na dziecku, bo jak mama najedzona (oj pyszny był ten naleśniczek) i wypoczęta to i Zośka szczęśliwsza. A tatuś na wysokości zadania stanął, więc mamusia może takie wypady mieć częściej. :)


wtorek, 5 listopada 2013

Cmentarz Starofarny w Bydgoszczy

Listopad większości z nas kojarzy się z nawiedzaniem grobów najbliższych. Chcąc zachować klimat przedstawiam kilka fotografii z Cmentarza Starofarnego, czyli najstarszego katolickiego cmentarza w Bydgoszczy.

czwartek, 31 października 2013

Chrzest Święty



Dziś kilka słów o sakramencie Chrztu Św. Jakoś tak się dziwnie złożyło, że nigdy nie byłam na Chrzcie. No może za wyjątkiem swojego i rodzeństwa, ale nic z tego nie pamiętam. Tak więc w końcu miałam okazję wziąć udział w tej liturgii i to jako ktoś ważny – matka. A więc do rzeczy. 





środa, 16 października 2013

Bo Zośka ewoluowała z noworodka na niemowlaka...



Z racji mojej małej "rocznicy", a w sumie to "miesięcznicy" mama pozwoliła mi siąść do komputera i samej napisać ten wpis, który i tak o mnie miał być. A przecież nikt nie wie tyle o mnie co ja sama. Zapraszam więc do czytania. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.

poniedziałek, 30 września 2013

2 tygodnie macierzyństwa








Dziś mijają 2 tygodnie odkąd jestem matką (i tu przypomina mi się młody Stuhr i jego eM jak Matka).













piątek, 20 września 2013

Nasz (nie) maleńki cud

Po lekkim dojściu do siebie mogę przedstawić światu moje, a w sumie to moje i męża, największe jak do tej pory życiowe osiągnięcie... oto Zosia.


Dane:
Data urodzenia: 16.09.2013 r. o godz. 8:55.
Waga: 4200 g.
Długość ciała: 61 cm.
Punktów: 9 (-1 za barwę skóry).
No i główka pełna ciemnych włosków :)

Największe dziecko na oddziale i zarazem najspokojniejsze na sali. Pozostałe mamusie zazdrościły. Ale po szpitalnym odpoczynku, już dziś w nocy w domku, troszkę pokrzyczała sobie nie dając spać rodzicom :)

Jeśli chodzi o pobyt w szpitalu to najgorsze były te dni oczekiwania na patologi ciąży. Tak sobie tam tylko leżałam od piątku pilnując diety, robiąc pomiary cukrów i się w sumie nudząc. Rano w poniedziałek założyli mi welflonik, cewnik i zaprowadzili na salę operacyjną. Najbardziej bałam się znieczulenia, bo w kręgosłup a wiadomo jakie mogą być skutki. No ale na szczęście anestezjolodzy okazali się bardzo kompetentni i życzliwi. O wszystkim co się działo opowiadali. Poczułam tylko ukłucie a potem takie zimno. Małą wydobyto dosyć szybko, dłużej trwało zszywanie. Zawieziono mnie na salę pooperacyjną i tam zaczęła się lekka męka, bo musiałam 6 godz na wznak leżeć. Od pasa w dół nie czułam nic. A jak zaczęło schodzić znieczulenie to takie drgawki mnie ogarnęły, że aż zębami zgrzytałam. Ale już wieczorem kazano mi siedzieć. Brzuch rwał ale trzeba było, bo im szybciej tym lepiej. A następnego dnia z rana, z braku miejsc, musiałam się podnieść i zmienić salę pobytu. Oj to dopiero bolało. No ale mała była już ze mną non stop i to była mobilizacja, żeby się rozruszać. Teraz już jest o niebo lepiej, choć pewnie do pełnej aktywności (i chodzenia po górach) jeszcze mi daleko.