Listopad większości z nas kojarzy się z nawiedzaniem grobów najbliższych. Chcąc zachować klimat przedstawiam kilka fotografii z Cmentarza Starofarnego, czyli najstarszego katolickiego cmentarza w Bydgoszczy.
wtorek, 5 listopada 2013
czwartek, 31 października 2013
Chrzest Święty
środa, 16 października 2013
Bo Zośka ewoluowała z noworodka na niemowlaka...
Z racji mojej małej "rocznicy", a w sumie to "miesięcznicy" mama pozwoliła mi siąść do komputera i samej napisać ten wpis, który i tak o mnie miał być. A przecież nikt nie wie tyle o mnie co ja sama. Zapraszam więc do czytania. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.
poniedziałek, 30 września 2013
piątek, 20 września 2013
Nasz (nie) maleńki cud
Po lekkim dojściu do siebie mogę przedstawić światu moje, a w sumie to moje i męża, największe jak do tej pory życiowe osiągnięcie... oto Zosia.
Dane:
Data urodzenia: 16.09.2013 r. o godz. 8:55.
Waga: 4200 g.
Długość ciała: 61 cm.
Punktów: 9 (-1 za barwę skóry).
No i główka pełna ciemnych włosków :)
Największe dziecko na oddziale i zarazem najspokojniejsze na sali. Pozostałe mamusie zazdrościły. Ale po szpitalnym odpoczynku, już dziś w nocy w domku, troszkę pokrzyczała sobie nie dając spać rodzicom :)
Jeśli chodzi o pobyt w szpitalu to najgorsze były te dni oczekiwania na patologi ciąży. Tak sobie tam tylko leżałam od piątku pilnując diety, robiąc pomiary cukrów i się w sumie nudząc. Rano w poniedziałek założyli mi welflonik, cewnik i zaprowadzili na salę operacyjną. Najbardziej bałam się znieczulenia, bo w kręgosłup a wiadomo jakie mogą być skutki. No ale na szczęście anestezjolodzy okazali się bardzo kompetentni i życzliwi. O wszystkim co się działo opowiadali. Poczułam tylko ukłucie a potem takie zimno. Małą wydobyto dosyć szybko, dłużej trwało zszywanie. Zawieziono mnie na salę pooperacyjną i tam zaczęła się lekka męka, bo musiałam 6 godz na wznak leżeć. Od pasa w dół nie czułam nic. A jak zaczęło schodzić znieczulenie to takie drgawki mnie ogarnęły, że aż zębami zgrzytałam. Ale już wieczorem kazano mi siedzieć. Brzuch rwał ale trzeba było, bo im szybciej tym lepiej. A następnego dnia z rana, z braku miejsc, musiałam się podnieść i zmienić salę pobytu. Oj to dopiero bolało. No ale mała była już ze mną non stop i to była mobilizacja, żeby się rozruszać. Teraz już jest o niebo lepiej, choć pewnie do pełnej aktywności (i chodzenia po górach) jeszcze mi daleko.
Dane:
Data urodzenia: 16.09.2013 r. o godz. 8:55.
Waga: 4200 g.
Długość ciała: 61 cm.
Punktów: 9 (-1 za barwę skóry).
No i główka pełna ciemnych włosków :)
Największe dziecko na oddziale i zarazem najspokojniejsze na sali. Pozostałe mamusie zazdrościły. Ale po szpitalnym odpoczynku, już dziś w nocy w domku, troszkę pokrzyczała sobie nie dając spać rodzicom :)
Jeśli chodzi o pobyt w szpitalu to najgorsze były te dni oczekiwania na patologi ciąży. Tak sobie tam tylko leżałam od piątku pilnując diety, robiąc pomiary cukrów i się w sumie nudząc. Rano w poniedziałek założyli mi welflonik, cewnik i zaprowadzili na salę operacyjną. Najbardziej bałam się znieczulenia, bo w kręgosłup a wiadomo jakie mogą być skutki. No ale na szczęście anestezjolodzy okazali się bardzo kompetentni i życzliwi. O wszystkim co się działo opowiadali. Poczułam tylko ukłucie a potem takie zimno. Małą wydobyto dosyć szybko, dłużej trwało zszywanie. Zawieziono mnie na salę pooperacyjną i tam zaczęła się lekka męka, bo musiałam 6 godz na wznak leżeć. Od pasa w dół nie czułam nic. A jak zaczęło schodzić znieczulenie to takie drgawki mnie ogarnęły, że aż zębami zgrzytałam. Ale już wieczorem kazano mi siedzieć. Brzuch rwał ale trzeba było, bo im szybciej tym lepiej. A następnego dnia z rana, z braku miejsc, musiałam się podnieść i zmienić salę pobytu. Oj to dopiero bolało. No ale mała była już ze mną non stop i to była mobilizacja, żeby się rozruszać. Teraz już jest o niebo lepiej, choć pewnie do pełnej aktywności (i chodzenia po górach) jeszcze mi daleko.
czwartek, 5 września 2013
W oczekiwaniu
Ciągle czekam na cud...
Już niedługo :)
Równe 10 dni, no może 11, bo się lekarzom nie będzie chciało przeprowadzać cc w niedzielę. A na pewno będzie cc, bo ułożenie miednicowe.
No chyba, żeby się coś tam działo to może wcześniej.
Ale nic na to nie wskazuje.
Cierpliwości powoli już brakuje.
Ile można? Ten ostatni miesiąc to trwa chyba z 2 lata :)
A mała tak się rozpycha, że masakra.
Zwłaszcza po podróżach do szpitala, które jak na razie są co 2 dni (ktg). I chociaż nic się nie dzieje to mam w zaleceniach od diabetologa takie badanko. Sensu w tak częstym wykonywaniu go nie widzę no ale jak każą to się ładnie stawiam. Chcą po prostu na koniec człowieka wymęczyć.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Światowy Dzień Fotografii
19 sierpień - Światowy Dzień Fotografii. Z tej oto okazji pochwalę się kilkoma zdjęciami, z którymi to jestem najbardziej związana. Zdjęć mam tysiące, ale te według mnie są the best. Miłego oglądania.
piątek, 2 sierpnia 2013
Cukrowy detoks
niedziela, 21 lipca 2013
Czkawka
Coraz bliżej rozwiązania. Coraz ciężej. Najbardziej dokucza aktualnie czkawka Małej. Takie są denerwujące te uderzenia. Bo takie regularne. I co najmniej 3 razy dziennie przez ok 20 min. A do tego wszystkiego takiej siły Mała już nabrała, że się boję o to, iż sama rozerwie sobie powłoki skórne mego brzuchola i przez nie wyjdzie. Ostatni tydzień minął na praniu i prasowaniu, które jeszcze aktualnie w toku. Boże, to dziecko ma już tyle ubrań co nie jeden sklep odzieżowy.
czwartek, 11 lipca 2013
Strasznie mi czas ucieka. Niby nic się nie dzieje, ale jakoś dzień zapełniony mam. Najpierw męża urodziny - zaszalałam i tort zrobiłam. Później roczek chrześniaka męża. Do tego wszystkiego wizyta w szpitalu na profesjonalnym USG. Kilka wizyt u stomatologa, bo kanałowo trzeba było zęba leczyć. Wieczorne spacery. I rozmyślanie jak się to wszystko ułoży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






